XLIII LO im. Kazimierza Wielkiego w Warszawie

Pro memoria

"życie tak łatwo przechodzi w śmierć..."

z filmu "Tatarak" A.Wajdy

 

Zmarł poseł Artur Górski

 

 

Z wielkim smutkiem przyjęliśmy wiadomość o śmierci Pana Artura Górskiego Posła na Sejm Rzeczpospolitej Polskiej. W 2007 r. Pan Poseł zaszczycił swoją obecnością uroczystość nadania sztandaru szkole. Parę miesięcy temu wspierał nasze wysiłki w walce o zachowanie XLIII LO. Przekonywał opinię publiczną, że szkoła zasługuje na istnienie. Pisał: „Dobrze, że z taką determinacją walczycie o tę szkołę, bo jest ona wielką wartością i warto zabiegać o jej dalsze trwanie i rozwój”.
Odszedł Przyjaciel Szkoły. Pozostanie w naszej pamięci.

Społeczność XLIII LO


 

Profesor Joanna Osęka

 

 

Pani Joanna. Była z nami jeszcze we wrześniu i październiku. Nie pojawiła się na świątecznym koncercie charytatywnym. Potem dowiedzieliśmy się, że już do nas nie wróci dotknięta śmiertelną chorobą.

Pani profesor Joanna Osęka była nauczycielką biologii. Wspaniały pedagog, doskonały metodyk. Wymagająca, konsekwentna i świadoma celów, które stawiała przed młodzieżą.

Elegancka, zawsze dowcipna, pogodna i uśmiechnięta. Znakomicie znajdowała wspólny język z uczniami. Była mistrzynią ironii i żartu.

Uwielbiała długie jazdy rowerowe, na które mogła sobie pozwolić w weekendy i wakacje. Uwielbiała też podróże po świecie.

Odeszła z życia tak nagle jak ze szkoły. Bardzo nam jej brakuje.


 

Pani od przyrody...

 

 

„Nie mogę przypomnieć sobie jego twarzy” – pisał Zbigniew Herbert wspominając swojego Pana od przyrody. Twarz naszej Pani od przyrody nie wymaga przypominania. Niewielkie okulary i skupiony wzrok ukrywały pedagoga wolnego od dufnych uprzedzeń. Otwartego wobec myśli czynnej i śmiałej. Zawsze pilnie strzegącej granicy między prostotą a prostactwem. Wielka wiedza, którą posiadała nigdy nie była pyszna. Daleka od napuszonego języka i ozdobnej terminologii. Bo przecież mądrość skrywała się także w darze ciepłego i serdecznego uśmiechu, który tak często widoczny był pod Jej okularami.

Te wszystkie lekcje z nieodłączną energią i suwerennością, gdyśmy poznawali „intymne życie naszego pradziadka pantofelka”, były tylko mistrzowskim wstępem. Nigdy nie strzepywała kredy z rąk. Przerwa, czas po zajęciach – to były kolejne lekcje, gdzie w dowcipie i żarcie, uczyła nas trudnej genetyki życia.

Pani Profesor!

Odeszła Pani cicho, mimochodem, zupełnie niezauważenie. Tak, jakby wbrew własnej naturze – pełnej nieco sztubackiej zadziorności.

Teraz pozostała pamięć. Wobec Pani tak serdeczna i życzliwa. A te milczące rozmowy na korytarzach i w pokoju nauczycielskim, pokazują tylko jedno. Nie nauczyła nas Pani trudnej sztuki żegnania się.

Zatem do zobaczenia na kolejnej lekcji!

Michał Nalewski


 

Ewa Osińska pożegnanie...

 

 

Trwamy między rozpaczą, a niedowierzaniem...

17 września 2010 roku odeszła w wieku 34 lat EWA OSIŃSKA – nauczycielka matematyki. Osierociła syna, rodziców, rodzeństwo, nas, zwłaszcza klasę drugą C...
Znakomicie wykształcona: magister matematyki, absolwentka studiów podyplomowych „Zarządzanie finansami” oraz studiów podyplomowych z fizyki, wykładowca Akademii Podlaskiej w Siedlcach.

Wyjątkowy człowiek: wierna w przyjaźni, pracowita, życzliwa, odpowiedzialna.
Wspaniały nauczyciel: wymagająca, skłonna do poświęceń, kochająca młodzież.

Ewuniu
(...) Do tej krainy przyjmij zaproszenie,
nie pytaj, jak się dziś ona nazywa...
Wiesz, przez jak gorzkie tam się idzie ciernie.
Czy jest szczęśliwa? Nie wiem, czy szczęśliwa...
Drga, błyszczy w słońcu i barwy przybiera...
I tylko smutek jej bramy otwiera...

(Cz. Miłosz, Kraina poezji)


Żegnaj...


 

Beata Gilewska pożegnanie...

 

 

"Wielkieś nam uczyniła pustki....", Kochana Beatko...

Dziękujemy Ci za to, że mogliśmy Cię spotkać. Dziękujemy w imieniu tych, których wykształciłaś, zaraziłaś pasją, którzy dzięki Tobie wybrali kierunek kształcenia, znaleźli swoją drogę. Zasiałaś w nich ziarno...Dziękujemy za wspaniałe kompetencje i zdolność przekazywania wiedzy. Dziękujemy za ruch i energię, jaką wokół siebie wytwarzałaś.

Dziękujemy, że mogliśmy na Ciebie patrzeć - byłaś jak najcenniejsze dzieło sztuki.

Przepraszamy za słowa miłości, których nie wypowiedzieliśmy, za gesty przyjaźni, których nie okazaliśmy, za podziw, którego nie wyraziliśmy.

Przepraszamy.

Twoja śmierć wiele znaczy dla naszej społeczności: wspólnie przeżywamy smutek, poczucie straty, staramy się pocieszać i wspierać, jesteśmy bardziej współczujący, dbający o relacje. Niech to trwa jak najdłużej...

 

Drodzy nauczyciele, panie dyrektor, uczniowie...

Z przykrością żegnamy bliską nam osobę, jaką była pani profesor Beata Gilewska, jedna z najbardziej widocznych postaci tej szkoły.

Przyznam, że spotkał mnie ogromny zaszczyt, że mogłam poznać tę kobietę. Uważam, że jest ona wzorem do naśladowania dla tych, którzy chcą być niezależni, ambitni, którzy chcą wzbudzać szacunek, a jednocześnie tak, jak ona – żyć pełnią życia i przejść przez nie z uśmiechem na twarzy. Taka była pani Gilewska, taką ją znamy z lekcji, ze szkolnego korytarza i spoza szkoły.

Pani profesor oddała nam część siebie, przekazała życiową mądrość, ogromną wiedzę (nie tylko z dziedziny biologii i języka angielskiego), ale przede wszystkim wniosła wiele radości w nasze serca. Długo jeszcze wspominać będziemy jej charakterystyczne powiedzonka, które kierowała do swoich uczniów. Misie, lumpy, potworki, miss do odpowiedzi… Nie da się tego zapomnieć. I mimo tak zwanych „humorków”, które miewała od czasu do czasu, mimo specyficznych sposobów popychania nas w stronę nauki, wiemy bardzo dobrze, że chciała dla nas jak najlepiej. Budziła w nas ambicje, czasem z powodzeniem, a czasem nie, ale najważniejsze, że robiła to dla nas, żebyśmy byli najlepsi. Taki był jej cel w tej szkole. I kiedy pani wicedyrektor weszła do klasy i powiedziała, że pani Gilewska naprawdę nas kochała, to nie bez powodu poczułyśmy ukłucie bólu w naszych sercach i olbrzymi żal. Żal o to, że życie jednak nie jest sprawiedliwe, a niezwykle kruche i jak się okazuje – zbyt krótkie. Bo chyba wszyscy się zgodzimy, że była zbyt młoda, żeby odejść.

Tak, więc z bólem serca bliskim szaleństwu, żegnamy Panią, Pani profesor. My… Pani potworki…

Anna Gwizdalska w imieniu klasy 3d


 

Janusz Hamerszmit

Odszedł Przyjaciel Szkoły...

 

 

4 lipca 2009 r. zmarł Janusz Hamerszmit - artysta teatralny i filmowy, mąż naszej ukochanej Marioli.
Pan Janusz Hamerszmit związany był z XLIII LO poprzez osobę swojej żony, ale też poprzez sympatię, jaką darzył uczniów naszej szkoły. Przez ostatnie lata wspierał szkolną grupę teatralną, przygotowywał uczniów do konkursów recytatorskich, festiwali twórczości dzieci i młodzieży Mokotowa, reżyserował szkolne akademie.
Zapamiętamy Go jako wielbiciela pięknej frazy, śpiewającego poetę, mistrza wyrafinowanego humoru, Człowieka o niezwykłym temperamencie. Na zawsze...

Dyrektor XLIII LO - Bogumiła Wiatrak


 

Stanisława Cegielska

 

 

Stasia, Stasia Cegielska. Pani profesor od języka polskiego. Polubiłem ją od pierwszego dnia, kiedy zjawiła się w naszej szkole. Była tak pogodna i radosna, mimo że – wiedziałem o tym – los nie skąpił jej problemów i dramatów. Zwykła mawiać, cytując Asnyka: Trzeba z żywymi naprzód iść, po życie sięgać nowe.
Mieszkaliśmy blisko siebie – o jeden tylko przystanek. Ciągle wpadałem do Niej pogadać, a ona już czekała z obiadem, kolacją. Od niej nie wolno było wyjść głodnym. Jeździliśmy razem na grzyby, w Łazienkach szukaliśmy jesieni, po spektaklu w teatrze kłóciliśmy się przy ustaleniu, czy to był dobry spektakl. Jej mąż nam na to pozwalał.
Nigdy nie mówiła źle o ludziach, nigdy nie powtarzała plotek o ludziach. Można Jej było powierzyć każdą osobistą tajemnicę. Do wszystkich, nawet sobie obcych, mawiała: słoneczko moje. Przekazała ten nawyk swojej córce, Kasi. I gdy teraz Kasia dzwoni do mnie, to zaczyna rozmowę od słów: słoneczko moje.
Zawsze zadbana, elegancko ubrana, chociaż makijaże niezbyt jej wychodziły. Kreski nad czy pod oczami malowała w pośpiechu, bez zbytniej staranności, ale zawsze mocno.
Młodzież kochała panią profesor. Nigdy uczeń nie skarżył się na Nią, chociaż potrafiła być surowa. Wiedziała, kiedy powinna być surowa. Wiedziała, który uczeń ma problemy w domu, a który nie chce się uczyć.
Umarła właściwie nagle. Chorowała, ale wszystkim się zdawało, że to po prostu choroba. Nikomu nie przychodziło do głowy, że to choroba śmiertelna. Gdy widziałem się z nią na tydzień przed śmiercią, tryskała zdrowiem, optymizmem i wielkim poczuciem humoru.
Bardzo mi brak mojej najbliższej w tej szkole przyjaciółki.

Wiesław Solecki

 

 

Stasia zwróciła moją uwagę odważnym strojem. Kolory i starannie dobrane dodatki. Obowiązkowo złote. A więc pierścionki, naszyjnik, bluzka haftowana złotą nitką lub motyw na spódnicy. Lubiła błyszczeć i już. Taki miała styl wyróżniający ją wśród szarych kostiumów grona.
Jej uczniowie mieli dobrą, aczkolwiek przymuszoną, wolę dbania o czystość mowy polskiej. Kto się zapomniał i użył słów uważanych powszechnie za obraźliwe, musiał zapoznać się z fragmentem poematu J. Słowackiego pt. Beniowski. Na pamięć. Perfekt.

 

…Chodzi mi o to, aby język giętki
Powiedział wszystko, co pomyśli głowa:
A czasem był jak piorun jasny, prędki,
A czasem smutny jako pieśń stepowa,
A czasem jako skarga nimfy miętki,
A czasem piękny jak aniołów mowa...
Aby przeleciał wszystka ducha skrzydłem.
Strofa być winna taktem, nie wędzidłem…

 

A bywało, że ci sami uczniowie przychodzili po lekcji jeszcze raz po nowy fragment do nauczenia..Nie wiem czy ich oduczyła przeklinać, ale wiem, że umiejętność szybkiego opanowania tekstu i pięknej recytacji mają wyćwiczoną.
Zawsze ze stertą notatek, na pozór chaotycznie zgromadzone pomoce – w jednej chwili potrafiła odnaleźć potrzebny temat. Przysłuchiwałam się czasem Jej lekcjom prowadzonym w bibliotece, gdy zabrakło sali lekcyjnej – wykład o naszych noblistach ubarwiony ciekawostkami z życia prywatnego - pamiętam do dziś.

Mariola Hamerszmit

 

 

To prawda, że Stasia była barwnym motylem. Ale ten na pozór krzykliwy strój miał znamiona elegancji. Pamiętam jak wyjeżdżała na wycieczki szkolne np. w góry z ogromnym kufrem pełnym strojów na różne okazje i kapeluszy. Makijaż wyrazisty – usta w odcieniach czerwieni, powieki w błękitach.
A serce złote. A to kanapkę uczniowi, a to pasztecik mojemu pieskowi, ale w ogóle nie ma sprawy.. taka była nasza Stasieńka

Anna Nodzeńska - Strigl


 

Hanna Radzikowska

 

 

Wszyscy ją uwielbiali. Nie tylko jako świetnego nauczyciela i wychowawcę, ale też jako cudowną osobę. Pani Radzikowska kochała swój zawód. Kontakt z uczniami, opieka nad nimi i pomaganie w wyborze dróg życiowych, były dla Niej sensem życia. Z każdym problemem mogliśmy się do Niej zwrócić, także z tym najbardziej osobistym. Można ją nazwać dobrą wróżka, która potrafiła odczarować dla nas tajniki chemii. Sprawiała, ze ten ścisły przedmiot nawet dla humanistów stawał się nie tylko zrozumiały, ale i lubiany. Swoją pogodą ducha rozpromieniała mury Kazika w najgorsze dni, a słowa „Dzień Dobry” wypowiadała jako najszczerszą prawdę, a nie przyzwyczajenie.
Niestety po pierwszym semestrze, w roku szkolnym 2003/2004 odeszła na zwolnienie i już nie wróciła.
Ktoś powie: Za krótko ją znaliście, żeby czuć teraz to samo, co my. Nieprawda. W przypadku takiej osoby parę miesięcy, czy parę lat, nie robi różnicy. Tak samo zapadła nam w serce i pamięć jak wszystkim o dłuższym stażu w tej szkole. Cały czas mieliśmy nadzieję, że znów zobaczymy naszą kochaną Panią Radzikowską za biurkiem w pracowni chemicznej. Sprawdzi obecność, poda temat, będzie tak jak dawniej. Gdy okazało się, że nią ma na to szans, wierzyliśmy, że jeszcze długo będziemy mogli odwiedzać Ją, żeby porozmawiać. Nie będzie to dane już nikomu.
Nigdy o Pani nie zapomnimy! To jest po prostu awykonalne!

Sabina Ziemska

Projekty

Nasza szkoła bierze udział w różnych projektach edukacyjnych. Więcej informacji można znaleźć na podstronie nasze projekty »

Galerie

Zapraszamy do zapoznania się z galeriami ze szkolnych wydarzeń. galerie »

Kalendarz